|
Może się komuś wydawać dziwnym, że właśnie Antropozofia uważa się za powołaną do poruszania sprawy praktycznego kształcenia
Myślenia. Albowiem bardzo często słyszy się tu i ówdzie
zdanie, jakoby Antropozofia była wiedzą w najwyższym
stopniu niepraktyczną, nie mającą nic wspólnego z życiem. Podobny pogląd
może utrzymywać się tylko skutkiem powierzchownej znajomości
rzeczy. To bowiem, o co naprawdę chodzi Antropozofii, ma być nicią przewodnią w najbardziej codziennym życiu, powinno w każdym
momencie przemieniać się we wrażenia i uczucia, dające
nam możność mocno stać na ziemi i stawiać czoło życiu.
Ludzie, którzy mają się za praktycznych, wyobrażają sobie, że postępują według najbardziej życiowych zasad. Jeśli
jednak przyjrzymy się temu bliżej, przekonamy się, że to ich tak zwane "Rzeczowe myślenie" w ogóle nie jest wcale myślę nim,
tylko szablonem, rutyną w przyswajaniu sądów o rzeczach i przyzwyczajeniem się do pewnych poję†. Przypatrzmy się zupełnie
obiektywnie myśleniu ludzi tzw. prakty cznych, temu co zwykle nazywamy rzeczowym myśleniem, a spostrzeżemy, że tam często
bardzo mało mamy rzeczy wistej praktyczności. To, co ludzie tak nazywają polega na powtarzaniu rzeczy, wyuczonych, tego
co myślał nauczyciel, albo ktoś, co wyprodukował to lub owo, i tak należy się według tego kierować. A kto inaczej myśli, tego uważa
się za niepraktycznego, bo jego myślenie nie zgadza się z tym do czegoś nas
przyuczono. A tym czasem, jeśli kiedykolwiek wynaleziono rzeczywiście coś praktycznego, w żadnym wypadku nie dokonał tego tzw.
"praktyk". Weźmy np. nasz dzisiejszy znaczek pocztowy. Zdawało by się najbardziej prawdopodobne, że znaczek ten wynalazł jakiś
znawca rzeczy - pocztowiec. Nic podobnego. Na początku ubiegłego stulecia wysyłka listu była jeszcze rzeczą kłopotliwą.
Osoba, wyprawiająca list, musiała udać się do odpowiedniego urzędu, tam zapisywano list do różnych ksiąg i odbywały się przy
tym rozmaite korowody. Ta wygoda korzystania z jednolitej opłaty pocztowej istnieje dopiero od jakichś sześćdziesięciu lat.
A dzisiejszego znaczkać pocztowego, który to umożliwia, nie wynalazł żaden znający się nać rzeczy urzędnik pocztowy, tylkoktoś, co był daleko od tego ać mianowicie anglik Hill. Kiedy zaś znaczki zaprojektowano, ówczesny angielski minister
poczty oświadczył w parlamencie, że choć pierwsze, nie należy
przypuszczać, że rzeczywiście, skutkiem takiego ułatwienia,
ilość listów wzrośnie tak ogromnie, jak to sobie wyobraża ten niepraktyczny Hill. Po drugie zaś, gdyby to jednak nastąpiło,
gmach poczty w Londynie nie wystarczył by na tak zwiększone
potrzeby. Temu wielkiemu praktykowi nie przyszło wcale do głowy, że to gmach pocztowy winien być przystosowany do obrotu korespondencji, a nie na odwrót. Tym czasem w stosunkowo bardzo krótkim
czasie przyjęło się powszechnie to, co wówczas nie praktyczny teoretyk wywalczył od doświadczonego praktyka uważamy dziś, jako coś
najnaturalniejszego w świecie, że do listu przylepia się znaczek
pocztowy. Coś podobnego wydarzyło się z koleją żelazną. Kiedy w roku 1837 miano wybudować w Niemczech pierwszą linię z Norymbergi do
Furth, bawarskie Kolegium Medyczne wydało opinię rzeczoznawców, że budować dróg żelaznych nie jest wskazana. Gdyby jednak,
pomimo to, zamiar ten zwyciężył, należałoby, zdaniem owego Kolegium, co najmniej ogrodzić linie kolei z obu stron wysokim płotem zdesek, ażeby uchronić przechodniów od możliwych wstrząsów, nerwów i mózgu. Kiedy zaś projektowano drogę żelazną z Berlinado Poczdamu generalny poczmistrz Strengler powiedział: "Wyprawiam codziennie do Poczdamu dwa dyliżanse i to nie są zajęte.Jeśli ludzi chcą koniecznie wyrzucać swoje pieniądze za okno, mogą przecież robić to i bez kolei żelaznej".
Tak to realne fakty życiowe przechodzą właśnie ponad głowami "praktyków", ponad tymi, którym wydaje się, że są
praktyczni. Należy więc rozróżniać prawdziwe myślenie od niby tak zwanego trzeźwego myślenia, które wydaje sądy, trzymając się
jedynie wpojonych form zwyczajowych
|